wtorek, 6 września 2016

Pielęgnacja włosów z John Masters Organics - odżywka Shine On, spray zwiększający objętość i drewniana szczotka

John Masters Organics to jedna z moich ulubionych kosmetycznych firm. Przetestowałam już wiele produktów do twarzy, ciała i włosów i prawie wszystkie się u mnie sprawdziły. Dziś pod lupę biorę 2 produkty do włosów: odżywkę bez spłukiwania Shine On oraz spray zwiększający objętość. Wspomnę też krótko o drewnianej szczotce, którą w końcu udało mi się nabyć.




Zacznę od odżywki bez spłukiwania Shine On.




Szklany, ciemnobrązowy słoiczek i napisy, które nie ścierają się w trakcie użytkowania to coś co lubię.




Kosmetyk ma konsystencję gęstego, przezroczystego żelu i prawie w ogóle nie pachnie! Bardzo mnie to zdziwiło, bo do tej pory wszystkie moje kosmetyki do włosów miały jakiś zapach. Konsystencja również jest dla mnie czymś nowym. Nigdy nie miałam odżywki do włosów w formie żelu.




Pierwsza myśl przed użyciem kosmetyku: na pewno obciąży moje cienkie włosy...

Po pierwszym użyciu i wysuszeniu włosów byłam mile zaskoczona. Okazuje się, że przy umiejętnym używaniu odżywka nie skleja ani nie obciąża włosów. Są one wygładzone, miękkie i bardzo łatwo je rozczesać. Odżywkę nakładam na mokro (po wcześniejszym użyciu odżywki do spłukiwania) głównie na końcówki włosów, czasem trochę wyżej (do wysokości ucha) i jestem bardzo zadowolona z jej działania. Odżywkę kupiłam jakieś 2 miesiące temu i używam jej bardzo często. Z opakowania zniknęła jakaś 1/3 zawartości, więc wnioskuję, że kosmetyk należy raczej do tych wydajnych. Jedynym minusem jest oczywiście cena, bo za produkt (113g) trzeba zapłacić około 130-140zł, więc najlepiej polować na promocje.

Skład:
Aqua (water), glycerin, aloe barbadensis (aloe vera leaf juice) gel, guar gum, sodium alginate, daucus carota sativa (carrot) seed oil, olea europaea (olive) oil, calendula officinalis (calendula) extract, anthemis nobilis (chamomile) extract, xanthane gum, methylcellulose gum, macrocystis pyrifera (kelp) extract, marine phytoplankton, fagus sylvatica (beech) extract

*O tej odżywce pisała również Anula na swoim blogu -> KLIK :)


Teraz kilka słów o sprayu zwiększającym objętość.




Produktem interesowałam się już od dawna ze względu na bogaty skład. Nie spodziewałam się zwiększenia objętości, bo na moich włosach bardzo ciężko osiągnąć taki efekt, liczyłam raczej na poprawę kondycji skóry głowy i wzmocnienie włosów. Kiedy zobaczyłam, że dodają go jako gratis do zakupów powyżej określonej kwoty, nie mogłam nie skorzystać :)

Oto co znajdziemy w plastikowej (szkoda, że nie szklanej), ciemnobrązowej buteleczce:
Aqua (water), glycerin, sorbitol, panthenol (vitamin B), centillica asiatica (gotu kola) extract,* chondrus crispus (irish moss) extract,* plantago asiatica (chegian zi) extract,* arctium lappa (burdock root) extract,* hydrolyzed wheat protein, urticia dioica (nettle) extract,* yucca schidigera (yucca) extract,* hamamelis virginiana (witch hazel) distillate, arnica montana (arnica) extract,* anthemis nobilis (chamomile) extract,* hyaluronic acid, camellia sinensis (white tea) extract,* lavandula angustifolia (lavender) extract,* calendula officinalis (calendula) extract,* tocopherol acetate (vitamin E), carica papaya (papaya) extract, cucumis sativa (cucumber) extract,* soy protein, sodium benzoate, potassium sorbate, simmondsia chinensis (jojoba) oil,* triticum vulgare (wheat germ) oil,* thymus vulgaris (thyme) oil,* linum usitatissimum (flax seed) oil,* rosmarinus officinalus (rosemary) oil*

Bardzo zachęcające, prawda?

Niestety działaniem już nie jestem tak zachwycona. Nie zauważyłam, żeby spray robił cokolwiek dla moich włosów i skóry głowy. Bardzo szybko go zużyłam (moje opakowanie miało 59ml), a pod koniec używania nabawiłam się jakiegoś podrażnienia i przesuszenia skalpu... Nie wiem, czy spray miał z tym coś wspólnego, ale później unikałam używania go na podrażnionych obszarach skóry i jej stan trochę się poprawił. Może jestem uczulona na któreś z ziół zawartych w składzie? Nie zauważyłam też wzmocnienia włosów ani przyspieszonego porostu. Jedyne, co mi się podobało to świeży zapach, który jednak nie utrzymywał się zbyt długo. Myślę, że kosmetyk ma potencjał, ale trzeba go używać długo i w większej ilości, a to niestety wiąże się z dużymi kosztami, bo za 125ml produktu musimy zapłacić aż 130zł. Ja raczej już do niego nie wrócę (no chyba, że znowu dostanę go gratis).


Na koniec kilka słów na temat drewnianej szczotki vented, na którą miałam ochotę już od dawna. Odstraszała mnie oczywiście jej cena (150zł za szczotkę do włosów to przecież szaleństwo, prawda? ;))




Szczotkę udało mi się kupić w promocyjnej cenie na Naturisimo, więc zapłaciłam za nią jakieś 30zł mniej. Bardzo podoba mi się jej wygląd, chociaż już zauważyłam jedną wadę. Na rączce w miejscu napisu było coś lepkiego i kiedy próbowałam to zetrzeć napis trochę się starł. Jestem pewna, że niedługo zetrze się całkowicie. Mimo to jestem z niej bardzo zadowolona. Wykonana z bambusa szczotka jest lekka, ale solidna. Jestem pewna, że będę jej długo używać. Czesanie włosów to przyjemność, ponieważ szczotka świetnie masuje skórę głowy :) Przeznaczona jest do włosów cienkich i sprawdza się na nich idealnie. Jest jeszcze druga wersja (combo) do gęstych włosów, gdyby ktoś był zainteresowany ;)


13 komentarzy:

  1. 😗
    Czyli dobrze, że się niee skusiłam na ten spray 😉 a miałam ochotę.
    Shine on nam za to przypadł do gustu, fajny jest :)
    Szczotka wygląda super!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że go nie kupiłam tylko poczekałam i akurat trafił się za darmo :)

      Usuń
    2. Oj tak :D miałaś nosa :D

      Usuń
  2. Mnie trochę hamują ceny niestety, ale może w końcu kupię coś tej firmy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie większość produktów się sprawdza :) Możesz też zamówić próbki, ja tak robiłam na początku.

      Usuń
  3. U mnie tylko dosłownie kilka produktów John się sprawdziło, ale aż takich zachwytów nie ma, by ponownie płacić, aż tak dużo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety ceny odstraszają... Dlatego staram się zawsze polować na promocje.

      Usuń
  4. Dobrze, że do Ciebie zajrzałam, bo na pewno odżywka Shine On nie zwróciłaby mojej uwagi. Też posiadam cienkie oraz przyklapnięte włosy, więc miałabym obawy, że je dodatkowo obciąży (bo nie oszukujmy się, większość tego typu kosmetyków to robi). Szkoda, że spray dodający objętości wypadł u Ciebie tak kiepsko. Miałam go na uwadze od dłuższego czasu i teraz będę musiała rozważyć jego zakup. Obecnie stosuję mgiełkę Pat & Rub, ale niestety w ogóle nie unosi włosów.
    Co do szczotki, to faktycznie nie należy do najtańszych, ale z drugiej strony na to patrząc - jest to jednorazowy wydatek na X lat :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na Shine On pewnie jeszcze nie raz się skuszę.
      A co do szczotki to racja, przecież nie wymienia się jej co miesiąc :)

      Usuń
  5. Hmm, nie wiem czemu ale wydaje mi się, że kosmetyki tej firmy się u mnie nie sprawdzą:) Muszę w końcu czegoś spróbować i przekonać się czy moje obawy są słuszne:)
    Fajnie wygląda ta szczotka, a czy nie wyrywa włosów?
    Ja ostatnio wróciłam do TT po około dwóch latach używania grzebienia neem:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mi się często wydaje, że jakaś firma po prostu nie będzie mi pasować, a potem okazuje się inaczej :) Warto zamówić próbki, nie stracisz na tym dużo.
      Szczotka jest świetna i włosów nie wyrywa jeśli nałożę odżywkę i mam końcówki w dobrym stanie. Gdybym to zaniedbała to myślę, że mógłby być problem z rozczesywaniem (ale to akurat nieważne jaką szczotką). Nie słyszałam jeszcze o grzebieniu neem, zaraz sobie sprawdzę co to za cudo ;)

      Usuń
  6. Ostatnio postanowiłam mocno przetestować JMO. kupiłam kilka rzeczy. Teraz testuję. Ale myślę jeszcze o tej odzywce do włosów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem ciekawa, czy coś się u Ciebie sprawdzi :)

      Usuń